Rozwój funkcji wykonawczych a reforma edukacji

Ten tekst to tylko małe wprowadzenie do tematu a raczej próba zasygnalizowania, że temat jest i że jest ważny. Co więcej, są powody, by sądzić, że niedługo stanie się jeszcze ważniejszy.



Na początek chciałabym bardzo krótko i w dużym uproszczeniu powiedzieć, czym są funkcje wykonawcze i jaki mają wpływ na karierę szkolną dziecka. Funkcje te „mieszkają” w korze przedczołowej i umożliwiają nam regulację naszego zachowania. Dzięki nim nie mówimy teściowej, co myślimy o jej wyglądzie, przynajmniej przez większość czasu w pracy nie myślimy o niebieskich migdałach, możemy zarejestrować to, co mówi do nas szef nawet wtedy, gdy nie jest to interesujące i potrafimy zmusić się do tego, żeby wreszcie wypełnić PIT.


Niestety nie u wszystkich te funkcje są rozwinięte w takim samym stopniu i dlatego wiele dzieci (i dorosłych) ma problemy z impulsywnym zachowaniem, skupieniem uwagi i zmuszeniem się do działania w sposób zorganizowany. Jak można sobie łatwo wyobrazić, takie dziecko będzie miało problemy z zachowaniem i uważaniem na lekcji, bo każdy szmer będzie je angażował bardziej niż temat lekcji. Na domiar złego, zapytane udziela pierwszej odpowiedzi, jaka przyjdzie mu do głowy zamiast się porządnie zastanowić. Nawet przy zapewnieniu absolutnego spokoju w domu zabranie się do zadań domowych i szczęśliwe doprowadzenie dzieła do końca może po prostu się nie udać.


Już słyszę głosy protestu: to po prostu zwykłe lenistwo, nie można im odpuszczać itp. Nie jestem za tym, żeby zwolnić te dzieci z obowiązku uważania na lekcji i odrabiania zadań domowych. Oczywiście muszą się tego pomału nauczyć. Jednak trzeba im w tym pomóc. Ponieważ temat staje się coraz bardziej popularny, pojawiają się już porady dla rodziców takich dzieci oraz miejsca, gdzie prowadzona jest terapia. zaczynam dostrzegać niepokojące tendencje. Chyba jest trochę tak, jak ze słuchem fonemowym. Główną poradą jest czekanie, danie dziecku wystarczająco dużo czasu, żeby dojrzało. Niektórzy nauczyciele i rodzice mówią: on już jest taki roztrzepany, ciągle zapomina o zadaniu domowym. Dlatego problem jest zwykle zauważany i traktowany poważnie wtedy, gdy konsekwencji nie sposób ignorować. I wtedy okazuje się, że większość terapeutów zajmuje się przedszkolakami i trudno znaleźć kogoś, kto pomaga nastolatkom.


To prawda, że większość dzieci z takimi problemami w końcu dorasta i ich funkcjonowanie może się bardzo poprawić. Nie opieram tego na żadnych badaniach, ale na wieloletnich obserwacjach moich uczniów. Mam dość wyjątkową sytuację, która umożliwia mi ciekawe spostrzeżenia – bardzo często uczę dziecko przez np. osiem lat. W tak długim czasie można zaobserwować ogromne zmiany, których nie widzą nauczyciele pracujący z dzieckiem np. przez trzy lata. Ogromna ilość tych nieumiejących się skupić na niczym maluchów, w wieku licealnym zachowuje się zupełnie bez zarzutu i potrafi skoncentrować się na zadaniu tak, jak rówieśnicy.


Jest tylko jeden problem. Na sukcesy mogą liczyć tylko ci najzdolniejsi. Nawet nie uważając na lekcji i nie pracując zbyt sumiennie w domu, nie narobili sobie zbyt dużych zaległości i gdy tylko zaczną działać w sposób bardziej zorganizowany, szybko wyprzedzają większość rówieśników. Inaczej jest z dziećmi, które mają też inne deficyty, na przykład dysleksję, dysgrafię, dysortografię, dyskalkulię, Trzeba tu koniecznie dodać, że tego typu deficyty często występują razem z niskim poziomem rozwoju funkcji wykonawczych. Takie dziecko być może również dojrzeje i jego funkcjonowanie teoretycznie będzie mogło się poprawić. Niestety w praktyce zaległości szkolne, niska samoocena dziecka, przypięte mu etykietki i tym podobne czynniki mogą uniemożliwić faktyczną poprawę sytuacji w szkole. Krótko mówiąc, do czasu osiągnięcia poprawy funkcjonowania dziecka, sprawy mogą już zajść zbyt daleko, żeby można było dogonić rówieśników.


A dlaczego uważam, że ten problem będzie występował coraz częściej? Chyba wiele osób już odgadło: reforma edukacji sprawiła, że teraz na wszystko jest mniej czasu. Nie starcza go na utrwalenie materiału, na rozwój funkcji percepcyjno-motorycznych i na rozwinięcie tak ważnych umiejętności, jak kontrola nad własnymi myślami i zachowaniem... Obecnie do czwartej klasy trafiają już dzieci, które zaczęły edukację w wieku pięciu lat i zarówno rodzice, jak i nauczyciele widzą już rozpoczynające się schody. Z pewnością wkrótce będzie więcej dzieci, które dojrzały do szkoły o wiele za późno. Wiem, że nie zmienimy systemu od zaraz. Jedyne co możemy zrobić, to pomóc własnym dzieciom i uczniom. Nie jest to łatwe i z pewnością będzie to wymagać dużo wytrwałości, ale każda droga zaczyna się od pierwszego kroku. A tym pierwszym krokiem jest dostrzeżenie problemu i decyzja, żeby działać, a nie czekać i liczyć na cud.